W sobotę na boisku Zespołu Szkół nr 10 Biuro Podróży z Poznania zaprezentowało "Planetę Lem". Widowisko w reżyserii Pawła Szkotaka powstało na motywach prozy Stanisława Lema. Spektakl poznańskiego zespołu powtórzył filozoficzne pytania, które przewijały się przez całą twórczość autora "Solaris": gdzie biegnie granica naszej fizycznej i psychicznej ewolucji? Czy technologia zmieni człowieczeństwo? "Planeta Lem"jest wizualnym majstersztykiem, który urzeka swoją urodą plastyczną: przedstawienie łączy techniki cyrkowe, mimodram z widowiskiem multimedialnym. Boisko zaludniły wielkie machiny, zdeformowane humanoidalne postacie i roboty przypominające szturmowców z "Gwiezdnych wojen". Szkotak stworzył wizję świata, w którym sztuczna inteligencja zastępuje ludzką wrażliwość. Przekonał też toruńską widownię, że jeśli chodzi o plenerowe widowiska, Biuro Podróży nie ma sobie równych w Polsce.»
"Godzinna podroż w przyszłość"
Tomasz Bielicki
Nowości nr 118/23-24.05.
24-05-2011
W sobotę późnym wieczorem na dziedzińcu Zespołu Szkół nr 10 Paweł Szkotak ze swoim Teatrem Biuro Podróży zaprezentował "Planetę Lem". Te efektowny wizualnie spektakl powstał na podstawie prozy Stanisław Lema. To podszyta humorem refleksyjna opowieść na temat relacji między rozwojem technologii a ograniczeniami ludzkiego gatunku.
Ruchoma scenografia, efekty świetlne na godzinę przeniosły widzów w przyszłość. Oto Ijon Tichy wyrusza w kosmiczną podróż w czasie i trafia na Ziemię, która zamieszkują Lep-nicy. Kontrolowani przez komputer żyją w błogiej nieświadomości, w pozornym szczęściu. Kiedy jednak dzięki działaniom Tichy'ego wzniecają wreszcie bunt, okazuję się, że tak naprawdę nie potrafią już funkcjonować w świecie pozbawionym kontroli. Warto wspomnieć, że widowisko plenerowe - jako część programu kulturalnego polskiej prezydencji w Unii Europejskiej 2011 - będzie pokazywane w całej Europie.
„Planeta Lem” nie istnieje, co prawda, w naszym Układzie Słonecznym, ale Pawłowi Szkotakowi udało się ją stworzyć na …boisku szkolnym. Wystarczyło trochę plastiku, metalu i szkła. I kilka fragmentów prozy Stanisława Lema.
Świat opanowały maszyny. Zamieszkujący planetę Lepniaki (odpowiedniki ludzi) stali się niewolnikami robotów. Karmieni codziennie dawką halucynogennych środków, żyją w iluzji idealnego świata. „Matrix”? Nic podobnego. To „Planeta Lem” Pawła Szkotaka oparta na prozie Stanisława Lema, którego futurystyczne wizje biją na głowę kultowy już film braci Wachowskich. Fabuła spektaklu nie jest skomplikowana: Lepniaki (podobne do siebie człekokształtne istoty przywodzące na myśl postaci ulepione z plasteliny) zamieszkują zmechanizowaną planetę, gdzie ludzie żyją w pozorach luksusu za sprawą narkotyków, którymi faszerują ich dominujące na planecie roboty. Ni stąd, ni zowąd zjawia się tajemniczy wybawiciel - Ijon Tichy, ulubiony bohater prozy Lema – który chce odkryć przed nimi prawdę. Lepniaki, choć początkowo ulegają jego nauce, zwracają się ostatecznie przeciwko swojemu „mesjaszowi”, ponieważ prawda okazała się mniej wygodna.
Czy tak ma wyglądać świat i człowiek w odległej przyszłości? Być może. Proza Lema daje wiele wskazówek dla reżysera i scenografa. Paweł Szkotak obficie czerpie z Lema, tworząc planetę z jego wizji za pomocą metalu, plastiku i szkła. W tym industrialnym pejzażu przechadzają się odhumanizowani aktorzy, których kostiumy wykonane są z syntetyków, zdobyczy współczesnej cywilizacji – królują plastik, folia i lateks. Gra aktorów polega głównie na iście cyrkowych akrobacjach: aktorzy wykonują je zarówno na metalowych instalacjach, jak i na betonowym podłożu. Ten teatr sztucznego światła, pary i multimediów dopełnia symfoniczno-postindustrialna muzyka, jakby odzwierciedlająca starcie tego, co ludzkie, z tym, co zmechanizowane. Co ważne, w spektaklu, oprócz nagranych cytatów z prozy Lema, nie pada ani jedno słowo. I dobrze. Przypowieść o straconych i odzyskanych złudzeniach nie potrzebuje słów.
Szkotakowi udało się wyłuskać to, co w futurystycznych proroctwach Lema jest najistotniejsze: odhumanizowaną planetę i człowieka "w szponach" cywilizacji. Planeta Szkotaka to planeta przyszłości, gdzie ludzie tak zachłysnęli się zdobyczami cywilizacji, że nie zauważyli, że role się odwróciły. Człowiek - twórca cywilizacji - stał się niewolnikiem tego, co stworzył. Niestety nie widzi, w jaką pułapkę wpadł - tak bardzo jest od cywilizacji uzależniony. Ilu z nas uwielbia tak bardzo swoją komórkę, że nie wyobraża sobie życia bez niej? W końcu nie wiadomo, kto tu rządzi: ja czy moja komórka?
„Planeta Lem” jest miniprzypowieścią, która zostawia nas z frapującym pytaniem: a może świat, który wieszczy Lem, właśnie się staje na naszych oczach? Jeśli tak, to "Planeta Lem" Teatru Biuro Podróży odarła mnie ze wszelkich złudzeń.
Ida Werner
"Planeta Lem" w reż. Pawła Szkotaka Teatru Biuro Podróży. Pokaz przedpremierowy na XIV Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Maski w Poznaniu. Pisze Stefan Drajewski w Polsce Głosie Wielkopolskim.
Dawna hala fabryczna jest wysprzątana, sprawia wrażenie zbyt czystej, zapomnianej, wymarłej..., a przecież położona w środku dużego osiedla mieszkaniowego w wielkim mieście. Teatr Biuro podróży zamienił ją w wymyśloną przez siebie planetę.
Takiej planety oczywiście nie ma w Układzie Słonecznym, ale czytając prozę Stanisława Lema, można ją sobie wyobrazić. Istnieje na niej życie, zamieszkują ją wysoko zorganizowane roboty i ni to atrapy ludzkie, ni to gnomy, a może istoty człekopodobne (coś jak wyrób czekolado-podobny). Roboty zachowują się na tej planecie jak klasa rządząca, natomiast istoty człekopodobne (Lem nazywa je Lepniakami) - są powolną masą uzależnioną głównie od środków halucynogennych, utrzymywaną w iluzorycznym dobrobycie...
W ten idylliczny świat wkracza w pewnym momencie Ijon Tichy, ulubiony bohater prozy Lema. Zapominając o przestrogach profesora Tarantoga, próbuje wniknąć w naturę mieszkańców tej planety, żyje z nimi, przyjmuje jak oni środki halucynogenne (świetnie rozegrana scena aluzyjnie nawiązująca do przyjmowania komunii świętej w Kościele katolickim). Ale stara się równocześnie wybić Lepniaków z błogostanu, nauczyć ich żyć i decydować o sobie. Próba zmuszenia ich do pracy nie udaje się. Ta scena nie wprost, ale nawiązuje w sposób polemiczny do hali pofabrycznej zamienionej w teatralną. Tichy próbuje też rozbawić towarzystwo, ale ono zabawę (świetna scena tanga robotów) wykorzystuje do rozróby. Lepniaki na moment tylko buntują się. Widać, że zasmakowały w tym, co nowe, inne, nieznane im, ale poczuły jednocześnie, że zgrzeszyły, naruszyły ustalony wcześniej porządek.
Zaczynają się zachowywać jak Adam i Ewa w Raju. Jakieś odruchy archetypiczne zapamiętały. Próbują się okryć rękoma, folią, miską (biblijni bohaterowie zrywali liście figowe, ale na tej planecie ich nie ma). Nie są gotowi na nowe, człowiecze życie. Nawyki i przyzwyczajenia są silniejsze. Nie potrafią zmierzyć się z rzeczywistością. Wybierają status quo, czyli roboty i środki odurzające. Rewolucja Tichemu się nie udała.
"Planeta Lem" stworzona przez Agnieszkę Zawadowską w hali, jest efektowna, niezwykle funkcjonalna, a przy tym bardzo znacząca (w plenerze będzie znaczyła zupełnie co innego). Budując obcą przestrzeń, pozwala aktorom rozgrywać ten bolesny, a chwilami zabawny sen o tym, kim może się stać człowiek za jakiś czas.
Aktorzy grają fizykalnie, nie bacząc na ból. Kreślą postaci grubymi kreskami, są przez to wyraziści, przerażający, okrutni, bezwzględni, a kiedy trzeba - śmieszni. Spektakl Teatru Biuro Podróży pokazuje karlenie człowieka jako gatunku z jednej strony i siłę trwania w stereotypie, w niewoli nawyków i przyzwyczajeń - z drugiej.
Czy tak ma wyglądać człowiek w odległej przyszłości? "Planeta Lem" Teatru Biuro Podróży pozbawiła mnie złudzeń. Świat już nie będzie lepszy.
Gazeta Wyborcza, Michał Gradowski
Lepniaku bój się! Samego siebie
"Planeta Lem" Teatru Biuro Podróży to futurologiczna antyutopia. Ale bać powinniśmy się nie robotów, a samych siebie.
W historii opowiedzianej przez Teatru Biuro Podróży upadek człowieka
przebiegał dwutorowo. Ludzie i ich pragnienia rozmnażały się w takim tempie, że
Ziemia przestała im wystarczać. Pragnienia, których ludzie nie mogli zaspokoić
w rzeczywistości, realizowali dzięki środkom farmakologicznym w świecie
wyobrażonym. I powoli tracili kontakt z rzeczywistością. Równolegle roboty,
które najpierw wyręczały ludzi w tabliczce mnożenia i parzyły kawę, zdobywały
wpływy. Aż ludzie stali się podgatunkiem, utrzymywanym w ryzach dzięki porcjom
halucynogenu. Pracą umysłową zajmowały się wyłącznie roboty, ludzie harowali w
kamieniołomach. Wszystko to już się dokonało, a my na "Planecie Lem",
czyli Ziemi przyszłości, znaleźliśmy się za sprawą Ijona Tichego - człowieka z
przeszłości. Choć los ludzi jest nie do pozazdroszczenia, sama planeta jest
naprawdę imponująca - od strojów do sumo dla szczupłych, w które ubrane są
lepniaki (ludzie przyszłości), przez roboty, których nie powstydziłby się
wysokobudżetowy film SF, po wielką machinę, która jest jednocześnie statkiem
kosmicznym i mózgiem superkomputera. Tichy trochę przypomina turystę, który na
Planetę Lem przyjeżdża się zabawić (co wraz ze swoim cyberprzewodnikiem na
początku czyni). Tyle że poruszony widokiem ludzi, postanawia odmienić ich los
i wywołuje bunt. Nie będę zdradzał końca, w każdym razie na pewno nie jest to
tani happy end, w którym bohaterscy ludzie podnoszą się z kolan i rozbebeszają
bezduszne roboty.
"Planeta Lem" nie jest bowiem przestrogą przed niekontrolowanym
postępem technologicznym. Jeśli coś zagraża człowiekowi jako gatunkowi, to
tylko sam człowiek: ze wszystkim jego wadami: skupieniem na sobie,
niepohamowaną żądzą posiadania i brakiem pokory. "Planeta Lem" to
impresja teatru na bazie całej prozy Lema, a nie na podstawie konkretnego
dzieła. Na myśl przychodzi jednak "Podróż siódma" z "Dzienników
gwiazdowych". Tam Ijon Tichy wyrusza na Zgromadzenie Planetarne, na którym
ma zapaść decyzja o przyjęciu Ziemi do Organizacji Planet Zjednoczonych. Naszą
kandydaturę pomoże mu przedstawić Tarrakanin. A ten wypytuje Tichego o mocne
strony Ziemi. Energia atomowa? - Tak, tak, Hiroszima - odpowiada Tichy.
Eksplozje stwórcze, sterowane, dla regulacji klimatu, przesuwania kontynentów,
łożysk rzecznych? - Na razie tylko bomby, napalm i gazy trujące. Wierzenia? -
Człowiek powinien być miarą wszystkich rzeczy. Dlaczego człowiek? Wie pan co?
Niech pan tylko milczy - irytuje się Tarrakanin. Ten antyantropocentryzm mocno
na Planecie Lem widać.